Obserwatorzy

About Me

Tyle już was było

Popularne posty

Obsługiwane przez usługę Blogger.
czwartek, 19 listopada 2015

Siłaczka

Mniej więcej rok temu wydarzyło się kilka rzeczy, które, miałam nadzieję, nigdy nie nastąpią. Moje serce zostało wyrwane przez jakąś nieznaną siłę z piersi, zgniecione i rozdeptane na drobny pył. Przepłakałam kilka miesięcy, owszem. Pomimo tego potrafiłam zająć się swoimi sprawami: sprzątaniem, psem, pracą, nauką... Przeżyłam. Później popełniłam kilka głupot, ale, jak to mówią... shit happens.

Rok po tym sytuacja się powtarza. Co prawda w troszkę innym anturażu, dołożyły się problemy domowe (a raczej zwiększyły) i już nie jest mi tak łatwo. Wszystko mnie drażni. Trudność sprawia mi przeczytanie najkrótszego tekstu czy rozwiązanie banalnego zadania. Nie mogę się skupić na nauce. 

Nasuwa mi się więc pytanie: ile człowiek jest w stanie znieść? Jak wiele udźwigną jego barki? Ilu przeciwnościom jest w stanie się postawić? Jak długo los jest w stanie nas doświadczać?

Brak mi motywacji, a co gorsza chęci do walki. Bez wsparcia, jakiegokolwiek, wcale nie jest tak łatwo. 

Syty głodnego nigdy nie zrozumie.
środa, 8 lipca 2015

Mądry Polak po szkodzie, czyli jak popełniać błędy na własną rękę

Od małego słyszymy, co robić, jak postępować, a czego unikać jak ognia. Mama mówi, żeby wkładać długie bluzki, bo przeziębisz nerki. Tata zakazuje wracać po 22 do domu, bo o 22:01 na pewno ktoś zrobi nam krzywdę. Brat straszy złapaniem "wilka", gdy będziesz siadać na zimnym. Babcia zmusza do jedzenia surówki - przecież jest taaaka zdrowa. A koleżanki przestrzegają przed całowaniem się na pierwszej randce.
Przykładów można mnożyć w nieskończoność. Owszem, niekiedy mają rację. Tylko że nie zawsze da się nauczyć na cudzych błędach. Dzisiaj post o przesuwaniu własnych granic i wyciąganiu wniosków z doświadczeń.

Chrzanić innych, ja wiem lepiej!


Słysząc po raz kolejny te same farmazony, mówiąc kolokwialnie, rzygać mi się chce.
Owszem, potrafię czerpać z doświadczeń innych. Nie jest jednak powiedziane, że sama kiedyś nie postąpię jak ktoś tam. Owszem, potrafię uczyć się na cudzych błędach. Tylko czy będę miała o czym opowiadać wnukom?
Pewnie pamiętacie jak równo rok temu narzekałam w moich wpisach na szefa? Nienawidzę go do tej pory, klnę  jak szewc, jeśli ktoś wywoła w rozmowie jego temat. Jednak dzięki takiemu skurwysynowi wiem, że w kolejnej konfrontacji z nim bądź kimś jego pokroju pozwoliłabym sobie na więcej. Wtedy byłam jeszcze za grzeczna. Dzięki niemu też uodporniłam się na chamstwo i wulgarność, a dokładniej jej wydanie, które szczególnie mi nie odpowiada.
Tak samo jest z moją szkołą. Ludzie miauczą, że nauczyciele nas cisną, że za dużo wymagają, że nikomu więcej tej szkoły nie polecą. Owszem, mnie też zdarzało się marudzić, że nie wyrabiam itd. Ale ludzie! Liceum piąte w województwie! Czego się spodziewacie? Że będziecie dostawać piątki za rysowanie choinek? Może z szacunkiem do uczniów różnie bywało, zgadzam się. Jednak dzięki tej placówce nauczyłam się samodyscypliny (codzienne wstawanie o 5 rano) i jako takiej organizacji czasu. Szkołę polecę dalej, gdyż chociażby historyków mamy niesamowitych. Zastrzegę jednak, że to nie miejsce dla słabiaków i że na prawdę trzeba spinać poślady, aby się utrzymać. Na studiach taryfy ulgowej nie będzie. 

Uważam, że wszystko jest dla ludzi, wszystkiego w życiu trzeba spróbować. Różnie przecież bywa. Jedyną rzeczą, której wiem, że nigdy nie spróbuję, są narkotyki. Chcesz sobie skręcić blanta i zajarać? Spoko, nie ma problemu. Korci cię, żeby wciągnąć kreskę? Twoja sprawa. Nie popieram, ale to Twoje życie. Jeśli zabrniesz za daleko, będziesz potrzebować pomocy - przyjdź, napisz. Pomogę. Czujesz powołanie, chcesz poświęcić życie służbie Bogu? Nie ma sprawy. Jeśli faktycznie tak bardzo wierzysz - leć jak w dym. U mnie drzwi zawsze są otwarte.

"Ty jak zawsze robisz po swojemu! Mówiłam ci!"


Słyszeliście kiedyś o portalach randkowych? Z pewnością, wszędzie roi się od reklam.
Pamiętam, ile razy się nasłuchałam, że to szczyt desperacji - rejestrowanie się na takiej stronce. Ile razy przestrzegano mnie, że skoro facet szuka laski w internecie to na bank jest z nim coś nie tak. I tu was zaskoczę: mój ostatni chłopak, z którym co prawda niedawno się rozstałam, został wynaleziony na jednym z portali. W zasadzie to on wypatrzył mnie. Jak na "faceta z internetu" trafiłam całkiem nieźle. Zdecydowanie lepiej niż ostatnim razem. Poznałam kilku ciekawych osobników, z niektórymi się spotkałam, z innymi wyszło coś więcej, z jeszcze kolejnymi utrzymuję kontakt na stopie koleżeńskiej, bo najzwyczajniej w świecie są sympatyczni i dobrze mi się z nimi rozmawia. Jakie wnioski wyciągnęłam z mojego występku? Na pewno jednym z nim jest to, że każdy zasługuje na miłość :) Jakkolwiek górnolotnie to brzmi - ludzie tam zarejestrowani szukają szczęścia, do którego wszyscy mają prawo. Ja potrzebowałam pocieszenia po złamaniu serca. Podniosłam swoją samoocenę, przybyło mi śmiałości w kontaktach z mężczyznami. Nie powiem, jeden potraktował mnie niezbyt grzecznie. Jasne, było mi przykro. Przez tydzień, może dwa. Nie wyobrazicie sobie jednak, jak często słyszałam:
"Ja wiedziałam/wiedziałem, że tak będzie! Nigdy mnie nie słuchasz" od znajomych. Kurczę, co z tego? No risk, no fun. Gadam jak typowy gimbus, jednak trochę w tym racji. Jeśli nie spróbowałabym się spotkać z jednym, drugim czy piętnastym, mogłabym przegapić szansę, na jakąś ciekawą relację.




Nikt nie przeżyje życia za Ciebie


Każdy decyduje o sobie. Po coś mamy wolną wolę. Trzeba czerpać z życia garściami, ułożyć je po swojemu, bez względu czy komuś się podoba czy nie. Próbuj nowych smaków, nowych doznań. Kto wie, co przyniesie los? Chcesz udać się w niezapomnianą podróż? Pakuj plecak i śmigaj na wylotówkę z miasta. Masz ochotę zaszaleć na imprezie? Upij się. Nikt ci nie zabroni. Chcesz spróbować przygodnego seksu z nowo poznanym facetem? Proszę bardzo, tylko kupcie sobie gumki.
Sama jadę na wakacje, które, mam nadzieję, będą wyjazdem życia. Uwierzcie mi, będę korzystać z urlopu pełną piersią. 
Popełniajmy błędy na własną rękę. Szalejmy, z dozą rozsądku. Pamiętajmy, że życie mamy jedno i nikt go za nas nie przeżyje.




poniedziałek, 1 czerwca 2015

Kraj lat dziecinnych

Do stworzenia tego posta zainspirował mnie reportaż Filipa Chajzera, który dotyczył Dnia Dziecka.
Owy reporter pytał młodszych i starszych jak chcieliby spędzić ten dzień. Większość dzieciaków odpowiadała bardzo standardowo, jak na "dzisiejsze czasy": chcieliby grać na play'u, na komputerze, jeść lody i chipsy. Nie zdziwiło mnie to jakoś szczególnie. Jednak najpiękniejszym marzeniem  spędzonego dnia jako dziecko podzieliła się starsza pani: chciałaby być z rodzicami. Bo, jak podsumował Chajzer, dziećmi jesteśmy dopóty, dopóki mamy rodziców. Mam nadzieję, że ja tym dzieciakiem zostanę jeszcze długi czas :)
Sama się rozmarzyłam.

Jak bym chciała spędzić dzień jeśli znów byłabym dzieckiem?

Zdecydowanie cały dzień na dworze. Gry w klasy, skakanie na gumie, skakance, kręcenie hula-hop. Zjadłabym ogromne lody budząc sukienkę i całą buzię. Drugie pół dnia pływałabym na basenie. Ale przede wszystkim cały ten czas byłabym z rodzicami i moimi braćmi. Mimo że są dużo starsi to i tak lubili się bawić ze swoją małą siostrzyczką :)

Bo jesteśmy dziećmi tak długo, jak długo mamy swoich rodziców.

Czemu nam tak spieszno do dorosłości?

Chcemy więcej. Móc wrócić do domu później niż zaraz po zmierzchu. Oglądać filmy dozwolone od 16. r.ż. Jeść więcej słodyczy, jeśli tylko zechcemy. Ubierać się tak, jak mamy ochotę. Jako kilkulatki nie zdajemy sobie sprawy, że życie dorosłych nie jest takie proste. Chętnie sama wróciłabym do lat dziecięcych. Wszystko było takie beztroskie. Nie trzeba było podejmować ważnych decyzji, gdyż najtrudniejszą z nich było dobranie się w drużyny, żeby w coś pograć na podwórku. Teraz, będąc już dorosłą, ale dopiero u progu samodzielności, marzy mi się bezkarne wiszenie na trzepaku, huśtanie na huśtawce i brudzenie czekoladą. Zawsze można sobie przypomnieć dzieciństwo, chociażby oglądając z babcią stare zdjęcia ;)

Jedno na pewno się nie zmieni nigdy: dzieci chcą być dorosłymi a dorośli dziećmi. :)

piątek, 13 marca 2015

Gdzie te chłopy???

Re-bloguję mój wpis dla Klubu Szalonych Dziewic. Spodobał się odbiorcom, tak więc wrzucam też do siebie :) Miłego czytania! :)

Ostrzeżenie dla  Panów: zastanówcie się przed rozpoczęciem czytania. Tekst może spowodować ból dumy i waszego ego :) Enjoy ;>


Z okazji niedawno obchodzonego święta mężczyzn, skłoniłam się do pewnej refleksji:

Czy prawdziwi mężczyźni jeszcze istnieją?

Idealny mężczyzna potrafi zająć się domem, naprawić auto, zająć się dziećmi, gotować, dobrze się ubiera, świetnie pachnie, wygląda jak młody bóg, a w łóżku jest kochankiem doskonałym. Ale umówmy się... Ideały nie istnieją.

Kobiety często szukają faceta na wzór swojego ojca. Jako że wychowywałam się jeszcze z ekstra dwójką (starsi bracia), męski świat nie jest mi obcy. Mój tata potrafi gotować, ogarnia rzeczy techniczne, zawsze się starał, żeby było nam w domu dobrze. Jeśli chodzi o wygląd to cała trójka wyrosła na porządnych chłopów. Silni, dobrze zbudowani, zadbani. Patrząc na ulice, czy chociażby na ludzi z mojej szkoły wołam "Przywróćcie obowiązkową służbę wojskową!".
Rozumiem, trzeba o siebie dbać. Być ogolonym, bo pracodawca patrzy, albo użyć kremu do rąk, bo dziewczyna się denerwuje jak musi czuć na twarzy tarkę. Ale panowie! Solarium? Obcisłe bluzeczki z dekoltem? Litości!

Żebym nie wyszła na powierzchowną lalę wspomnę jeszcze o charakterze. Mnie osobiście najbardziej irytuje i doprowadza do szewskiej pasji brak odpowiedzialności. Kiedyś jak facet zrobił dziewczynie dziecko to był zmuszony do ślubu, więc prędzej czy później musiał ogarnąć dupę i się nimi zająć. Dosyć radykalne podejście. Co nie zmienia faktu, że młoda matka nie zostawała sama. Teraz? Teraz nie mają krzty szacunku do kobiety. Może to też po części nasza wina, tylko dlaczego my, które chcemy uczucia i stabilności, musimy ponosić karę za kilka wyzwolonych koleżanek? Koleś daje nadzieję, przymila się, a później zostawia bez słowa mówiąc, że możecie zostać tylko przyjaciółmi. W momencie, gdy już przekonałaś sama siebie, że może jednak warto zaryzykować. Śmiech na sali, drodzy państwo. Takim chętnie zaserwowałabym kastrację bez znieczulenia. Przyjaźń po koszu nie istnieje, już się przekonałam.

Ostatnio stwierdziłam, że albo wszyscy faceci to chuje, albo po prostu tacy kochani jak mój średni brat wyginęli. Bo wiecie, skoro już macie te pół mózgu (którego podobno my kobiety nie mamy wcale) to go używajcie, a nie myślcie tylko swym ch**em ;)


Zatem apeluję! Panowie! Gdziekolwiek się podziewacie (na rybach, w lasach czy też w marketach budowlanych jak ostatnio usłyszałam) - ujawnijcie się i przywróćcie nam wiarę w męski ród.


Pozdrawiam!
/zła, zmęczona, chora i rozgoryczona Ruda.

P.S. Zapraszam na Facebookowego bloga, którego współprowadzę  :D
poniedziałek, 19 stycznia 2015

Szanuj siebie samego jak bliźniego

Szacunek - wg słownika języka polskiego PWN - stosunek do osób lub rzeczy uważanych za wartościowe i godne uznania.

Co jest godne uznania? Kogo powinniśmy szanować? O tym właśnie dzisiejszy wpis.

Pozwolę przytoczyć sobie pewną sytuację z mojego otoczenia. 
Mój dobry kolega jakiś czas temu dowiedział się, że jego koleżanka ze szkoły się w nim kocha. Laska sama mu to powiedziała. Od początku wiedział, że nic z tego nie będzie (pozwolę sobie pominąć powody). Przyszedł sylwester, na którym bawili się wspólnie. Dosłownie - bawili się.
Jako jedyna spała u niego (impreza była u sąsiada prawie zza płota), bo reszta została porozwożona po domach. Normalnie wygadana, wręcz wyszczekana dziewczyna, która zawsze potrafi każdego "przekrzyczeć" przy nim momentalnie milknie (i nie przytaczam tu tylko relacji kumpla, widziałam to ostatnio na własne oczy). O tym, że ją "wykorzystał" (bo w sumie aż tak poważnie się nie działo) dowiedziałam się będąc na swoim szalonym zimowym tripie w górach. Dostał zjebki (delikatnie ujmując), bo niepotrzebnie jej w głowie mąci, takie tam...
Ale, ale! Historia się nie kończy. Oprócz kawy, spaceru i kolejnego obmacywania w parku (głupi on, głupi...) jest jeszcze studniówka. Chciała z nim iść, ale on miał iść z jakąś inną, poszedł w ogóle z kim innym... Nie ważne. Dzień wcześniej ziomek powiedział jej, że nic nie będzie między nimi i żeby dała sobie spokój. Co się działo później? Laska najpierw płakała na niego (dosłownie - na niego, bo zasmarkała mu ramię), a później zaczęła się znowu z nim całować. Na studniówce. Przy wszystkich. 
Jedynym zdaniem, które byłam wstanie wtedy wypowiedzieć to: FUCK LOGIC!

Wiem, wiem, wiem... Dziewczyna zakochała się, owszem, miłość płata figle. Jednak skoro wie, a nie tylko domyśla się, że gościu jej nie chce to w życiu nie powinna sobie pozwalać na ponawianie takich zachowań, jakie przytoczyłam wyżej. Inna sprawa, iż mój drogi kolega zachowuje się jak typowa baba (w ciąży!) - mówi jedno a robi drugie. Pomijając jednak jego zachowanie, na miejscu tej laski, mając trochę oleju w głowie, nie podbijałabym już do takiego ziomka. 

Z resztą, gdzie tu daleko szukać. Sama święta nie jestem. Pouczam, a popełniałam podobne błędy. Na szczęście nie tyle, ile chciałam, bo mam świetne ograniczniki (moje psiapsióły). Oczywiście, wiele razy miałam już otwarte okienko czatu i chciałam pisać do mojego byłego. Ograniczyłam się do zadzwonienia przed świętami (i tak za dużo). Czytając nasze rozmowy przypomniałam sobie coś, co mówiłam mu dosyć często (wyśmiewając jego "sezonową" laskę): byłe dziewczyny to desperatki.
-Ale ja dalej nie rozumiem, dlaczego, wytłumacz mi. - udawał głupiego
-To proste - one ciebie nie mają, a ja tak. 
Sama siebie wkopałam, nie przewidując porzucenia. W sumie to ta jego była dawała mi powody do wyśmiewania. Spotykali się ze sobą ... właściwie tylko dla seksu, a jak się rozeszli, ta wypisywała, że ma ochotę na niego, żeby do niej przyjechał, tirarira.


Także drogie Panie (Panowie również, chociaż chyba więcej kobiet do mnie zagląda)!
Szanujmy siebie! Skoro ktoś nie zasługuje na nasze uczucia, starania i traktuje nas źle, czemu miałybyśmy się dalej upokarzać? Najważniejsze jesteśmy MY, nasze ciało, nasz umysł i to jak się ze sobą czujemy. 



Be yourself, trust yourself, never give up. 


Wracając do opowieści kolegi...
...
Szkoda dziewczyny. Zwłaszcza, że jest ruda (a rude podobno inteligentne - chyba nie w tym przypadku).




Pozdrawiam i życzę udanej walki o samą siebie!